30 rocznica śmierci Jerzego Kukuczki

30 rocznica śmierci Jerzego Kukuczki

4 października 1979 roku Jerzy Kukuczka rozpoczyna himalajską karierę stając na szczycie swojego pierwszego ośmiotysięcznika – Lhotse. Dziesięć lat później, jako jeden z najsłynniejszych himalaistów na świecie i drugi po Reinholdzie Messnerze zdobywca Korony Himalajów i Karakorum wraca pod ten sam szczyt. Próbuje osiągnąć coś wielkiego, coś czego nie dokonał wówczas nikt inny. Chce zdobyć Lhotse od południa – przechodząc legendarną południową ścianę. Ścianę, która zabiła tak wielu. Decydując się na tę wprawę, pomimo szeregu przeciwności i niepewności, w swoim dzienniku notuje: „Postanowiłem zrobić to tak, jak robiłem wielokrotnie, poszedłem za podszeptem czegoś wewnętrznego, teraz albo nigdy!”.

 

24 października ginie tragicznie spadając w przepaść. Dziś mija dokładnie 30 lat od tego wydarzenia. Tego dnia zachęcamy Was to zapoznania się ze szczegółami ostatniej, wielkiej ekspedycji Kukuczki. Poniższy opis pochodzi z książki „Królowa. Lhotse ‘89” – ostatniego dziennika Kukuczki pod redakcją Katarzyny Zioło.

 

Wyprawa na południową ścianę Lhotse w 1989 roku

Początkowo wszystkie przygotowania związane z wyprawą szły dobrze. Zazwyczaj podstawowe problemy ówczesnych wypraw były związane z pozyskiwaniem finansów. Właściwie z ciągłym ich brakiem. Takie czasy. Tym razem pod względem finansowym wszystko szło niespodziewanie pomyślnie. Kiedy jednak przygotowania wydawały się dopięte na ostatni guzik, w ostatniej chwili cały plan posypał się jak domek z kart. Wystarczyła jedna wiadomość, prosto z Himalajów – lawina, pięciu Polaków zginęło na Evereście. Chrobak, Heinrich, Gardzielewski, Falko, Otręba. Przyjaciele, partnerzy, koledzy Jerzego. Kwiat polskiego taternictwa. Największa polska tragedia oczywiście wywarła piorunujące wrażenie na wszystkich – skład planowanej wyprawy rozpadł się w mgnieniu oka. Wszyscy uczestnicy jednogłośnie powiedzieli „pas”. Wszyscy, ale nie Kukuczka. Pomimo ogromnych przeciwności nie dał za wygraną. Oczywiście ostatecznie udało mu się postawić na swoim.

Z końcem sierpnia polscy himalaiści w składzie: Jerzy Kukuczka (kierownik wyprawy), Ryszard Warecki (zastępca kierownika), Ryszard Pawłowski, Maciej Pawlikowski, Przemysław Piasecki, Tomasz Kopyś, Michał Kulej lecą do Katmandu. Wspinacze podróżują partiami, jako ostatni do Nepalu dociera Kukuczka. Himalaistom towarzyszą ekipy telewizyjne z Polski, Włoch i Szwajcarii w składzie: Elżbieta Piętak (Telewizja Polska), Witold Oklek (Telewizja Polska), Lucia Mariani (Szwajcaria), Fulvio Mariani (Szwajcaria), Floriano Castelnuovo (Włochy). W składzie wyprawy znajduje się także radiooperator Leszek Cichy oraz francuski himalaista Yves Ballu, który w swoich planach ma wysoki lot na paralotni.

6 września 1989 roku grupa alpinistów mających na celu zdobycie Lhotse południową ścianą dociera do bazy. Od tego momentu przez kolejne 48 dni toczy się walka. Walka z czasem, niekorzystnymi warunkami pogodowymi i skrajnie niebezpiecznym terenem. Tymczasem w bazie międzynarodowe ekipy filmowe śledzą każdy ruch himalaistów. Frustracja brakiem pogody, niedostatkiem możliwości podjęcia działalności górskiej rośnie.

13 września Michał Kulej, Ryszard Pawłowski, Jerzy Kukuczka, Fulvio Mariani, Floriano Castelnuovo zakładają obóz I na wysokości 5800 metrów. 14 września Kukuczka wyrusza na rekonesans. Wykorzystuje stare poręczówki, polską asekurację. W niestromym terenie jednak osuwa się i traci równowagę. Nic wielkiego, po kilkunastu metrach  udaje mu się opanować sytuację, jednak  oszołomiony wraca do obozu. Po wszystkim zapisuje kilka słów w swoim  pamiętniku: „Boże, czuwasz nade mną, podarowałeś mi drugie życie”.

16 września na wysokości 6200 metrów Przemysław Piasecki i Maciej Kulej zakładają obóz II. Następnie 28 września Kukuczka, Kulej, Pawłowski i Castelnuovo rozbijają obóz III na 6800 metrach. 5 października na wysokości 7100 metrów staje obóz IV, zakładają go Piasecki, Kulej i Kopyś. 8 października na wysokości 7450 metrów himalaiści zakładają obóz V.

O 8 rano 24 października Jerzy Kukuczka i Ryszard Pawłowski wyruszają z namiotu szturmowego z zamiarem zdobycia szczytu. Choć pogoda jest wyjątkowo dobra, ryzyko nadal pozostaje ogromne. Zazwyczaj w górnych partiach, na wysokości, na której znajdowali się Pawłowski i Kukuczka, teren staje się łatwiejszy, często bywa tak, że alpiniści idący razem wcale nie muszą się asekurować. Jednak to było Lhotse i w tym momencie sytuacja była całkowicie inna – z punktu, w którym znajdowali się wspinacze, w dół opadało trzykilometrowej długości, niemal pionowe urwisko.

Decydują się użyć długiej, osiemdziesięciometrowej liny. Jest jednak bardzo cienka – liczy sobie zaledwie siedem milimetrów. Zazwyczaj takich lin używa się w skałkach. Jednak na tej wysokości każdy gram ma niezwykłe znaczenie. Można powiedzieć, że to bardzo skąpa, iluzoryczna forma asekuracji, jednak w obliczu pionowej ściany, której do tej pory nie udało się przejść absolutnie nikomu, nawet cienka nić zdaje się dawać poczucie bezpieczeństwa.

Pawłowski asekuruje, pierwszy idzie Kukuczka. Porusza się szybko i pewnie, jak zwykle. udaje mu się pokonać najtrudniejszy odcinek, do łatwego miejsca zostaje już tylko kilka metrów. Lina zbliża się ku końcowi, wspinaczy dzieli zatem mniej więcej 70 metrów. Między nimi założone przeloty asekuracyjne. Znajdują się na wysokości około 8300 metrów. Kukuczka  wydaje się sięgać już ośnieżonej grani. Jednak nagle, niespodziewanie zaczyna się osuwać. Najpierw wolno, pierwszy punkt nie zadziałał, powinien zadziałać drugi. Nie zadziałał. Jerzy zsuwa się coraz szybciej, obija się o skały. W momencie gdy spada poniżej stanowiska asekuracyjnego

Pawłowski zamiera. Wydaje się, że nie ma szans, by stanowisko wytrzymało, jednak nagle pod ciężarem spadającego ciała cienka lina pęka, przecina ją krawędź skały. Pawłowski oniemiały, jeszcze ciągle czekający na potężne szarpnięcie, spogląda w przepaść – pionową, trzykilometrową otchłań. Jedynym dochodzącym do niego dźwiękiem jest brzęk obijającego się o skały czekana.

Pawłowski, zmuszony do samodzielnego odwrotu, nie ma możliwości poinformowania reszty uczestników wyprawy o śmierci Jerzego. Kukuczka spadł w przepaść razem z radiotelefonem. Co więcej, ustawienie ściany nie pozwala na pełne obserwowanie jej z bazy. Himalaiści oczekujący na dole nie wiedzą o tym, że Pawłowski wraca sam. Nocuje nieopodal obozu VI, na skalnej płycie pokrytej śniegiem, nie zauważając w ciemności namiotu.

Tymczasem pozostali wspinacze zauważają samotną postać, niewielką kropę. Nadal nie znając szczegółów tragedii, Pawlikowski i Piasecki jako grupa wspomagająca wychodzą naprzeciw powracającemu Pawłowskiemu. Napotykają go nieco powyżej obozu V. Po kilku godzinach zgłaszają do bazy krótki komunikat: Jurek odpadł. Wyprawa zostaje zakończona.

Wbrew utrzymującej się wiele lat, oficjalnej informacji o pogrzebie w Himalajach, ciało Kukuczki nigdy nie zostało odnalezione. Była to jego siedemnasta himalajska wyprawa. Trzecia na Lhotse. Na szczyt, od którego dziesięć lat wcześniej rozpoczął swoją zawrotną karierę. I właśnie tam, 24 października 1989 roku, pod legendarną południową ścianą, pozostał już na zawsze. Pośród gór, którym całkowicie poświęcił ostatnie lata swojego życia.

Południowa ściana Lhotse pochłonęła trzech polskich Himalaistów. Rafała Chołdę w 1985 roku, Czesława Jakiela w 1987 roku i Jerzego Kukuczkę w roku 1989. W 2008 roku przyjaciele ofiar wznieśli ku ich pamięci czorten. Tradycyjnie, czorten jest budową sakralną, pełniącą funkcję relikwiarza. Ten stanowi symboliczny grób polskich himalaistów. Himalaistów, którzy zginęli, zmagając się z południową ścianą Lhotse. Znajduje się w Chukung – ostatniej osadzie w drodze pod ścianę.

Wróć